Zgodność z AI Act jako element procesu wytwórczego
AI Act przestał być tematem przyszłościowym — część terminów już minęła, a sankcje sięgają 35 mln EUR lub 7% globalnego obrotu. Jednocześnie większość zespołów inżynierskich nadal traktowała regulację jako sprawę działu prawnego, czyli jako coś, co dzieje się gdzie indziej i po fakcie.
Zadanie, które sobie postawiłem, brzmiało: przełożyć akt prawny na decyzje podejmowane przez programistę w piątek po południu. Czy ten commit zmienia klasę ryzyka systemu? Czy ten model wymaga dokumentacji technicznej? Czy to jeszcze wsparcie decyzji, czy już decyzja automatyczna?
Przygotowałem praktyczny przewodnik dla inżynierów — nie wykład prawniczy, lecz ścieżkę decyzyjną z checklistami i jasno wyznaczonym momentem eskalacji do prawnika. Do tego narzędzie wstępnej oceny poziomu ryzyka wpięte w moment rozpoczęcia projektu oraz zestaw zasad dotyczących oznaczania treści generowanych przez AI i zachowania śladu audytowego. Materiał dostarczyłem w formie szkolenia dla społeczności deweloperskiej, współtworzonego z zespołem prawnym i compliance.
Efektem jest przeniesienie oceny ryzyka z kategorii dokumentu tworzonego po fakcie do kategorii standardowego kroku uruchamiającego projekt. Zespoły wiedzą, kiedy mogą działać samodzielnie, a kiedy muszą podnieść rękę.
„Nie wiedziałem” nie jest linią obrony, tylko przyznaniem się. Zgodność da się zoperacjonalizować wyłącznie wtedy, gdy jej koszt dla pojedynczego inżyniera spadnie do kilku minut.